Wrzesień już za nami. Pierwsze zebrania, sprawdziany, rozmowy z rodzicami, zastępstwa, dokumentacja i setki drobnych spraw, które trzeba było ogarnąć. Początek roku szkolnego, który jeszcze niedawno był planem zapisanym w kalendarzu, stał się codziennością. I pewnie już wiemy, że nawet najlepszy plan nie przewidzi wszystkiego. W szkole zawsze wydarzy się coś, czego nie było w planie.
Uczeń przyjdzie bez pracy domowej, zapomni stroju na WF. Rodzic napisze wiadomość za późno. Kolega zachoruje i trzeba będzie go zastąpić. Lekcja, którą starannie przygotowaliśmy, nie pójdzie tak, jak sobie wyobrażaliśmy. Czasem pojawi się konflikt, problem techniczny albo po prostu coś, co całkowicie zmieni plan dnia. I właśnie wtedy warto zadać sobie pytanie: Czy naprawdę wszystko musi być pod kontrolą, żeby było dobrze?
Bo plan pomaga, a kontrola męczy. Planowanie jest potrzebne. Dzięki niemu wiemy, co mamy zrobić, możemy przygotować lekcję, zaplanować sprawdziany, zebrania czy ważne wydarzenia. Problem zaczyna się wtedy, kiedy plan przestaje być pomocą, a staje się warunkiem naszego spokoju.
- „Muszę mieć wszystko przygotowane”.
- „Muszę pamiętać o wszystkim”.
- „Muszę dopilnować, żeby każdy uczeń wiedział, co ma zrobić”.
- „Muszę zrobić wszystko dobrze”.
- „Nie mogę niczego przeoczyć”.
Brzmi znajomo?
Nauczyciel ma ogromną liczbę rzeczy, za które czuje się odpowiedzialny. Za lekcję, uczniów, dokumentację, kontakt z rodzicami, wyniki, atmosferę w klasie. Do tego dochodzą oczekiwania własne i innych. Łatwo więc wejść w tryb ciągłego pilnowania. A przecież odpowiedzialność i kontrola to nie to samo. Możemy być odpowiedzialni, przygotowani i zaangażowani, a jednocześnie dopuścić myśl, że nie wszystko od nas zależy.
Trzy kręgi wpływu
Jednym z prostych sposobów, żeby sobie to uporządkować, jest podzielenie różnych sytuacji na trzy grupy.
Mam wpływ.
To rzeczy, na które rzeczywiście mogę coś zrobić, na przykład: sposób prowadzenia lekcji, przygotowanie, komunikację z uczniami, stawianie granic, organizację własnej pracy czy decyzję, kiedy odpowiem na wiadomość.
Mam częściowy wpływ.
Mogę rozmawiać z rodzicem, ale nie zdecyduję za niego, jak odbierze moje słowa. Mogę wspierać ucznia, ale nie mogę za niego podjąć każdej decyzji. Mogę przygotować dobrą lekcję, ale nie mam pełnej kontroli nad tym, jak uczniowie na nią zareagują. W tej grupie warto pytać: „Co mogę zrobić ze swojej strony?”
Nie mam wpływu.
Nie zmienię nastroju drugiej osoby. Nie zdecyduję, czy ktoś zachoruje. Nie przewidzę każdej sytuacji. Nie mam wpływu na wszystkie decyzje innych osób ani na to, czy technika zadziała dokładnie wtedy, kiedy jej potrzebuję. I właśnie tutaj najłatwiej stracić dużo energii.
Ćwiczenie: trzy kręgi
Narysuj na kartce trzy koła, jedno w drugim.
- W środku: MAM WPŁYW.
- Drugi krąg: MAM CZĘŚCIOWY WPŁYW.
- Na zewnątrz: NIE MAM WPŁYWU.
Następnie wpisz w nie rzeczy, które w ostatnim tygodniu zajmowały Ci głowę. Może to być zachowanie konkretnego ucznia, wiadomość od rodzica, liczba obowiązków, przygotowanie lekcji, atmosfera w klasie, zastępstwa czy własny czas po pracy. To ćwiczenie nie ma służyć temu, żeby powiedzieć: „Na nic nie mam wpływu”. Wręcz przeciwnie. Ma pomóc zobaczyć, gdzie warto skierować swoją energię. Jeśli coś znajduje się w kręgu „mam wpływ” – zastanawiam się, co mogę zrobić. Jeśli w „mam częściowy wpływ” – pytam: co jest po mojej stronie? Jeśli w „nie mam wpływu” – próbuję zaakceptować, że nie wszystko da się załatwić moim działaniem.
Nie wszystko trzeba naprawić od razu
W szkolnej rzeczywistości łatwo wpaść w przekonanie, że każdą trudność trzeba rozwiązać natychmiast. Uczeń ma problem – trzeba go rozwiązać. Rodzic jest niezadowolony – trzeba odpowiedzieć. Konflikt w klasie – trzeba natychmiast wyjaśnić. Zaległość – trzeba nadrobić. Tymczasem czasami najlepszą decyzją jest zatrzymać się i wrócić do sprawy później. Można powiedzieć:
- „Potrzebuję chwili, żeby się nad tym zastanowić”.
- „Wrócimy do tej rozmowy jutro”.
- „Sprawdzę to i dam Państwu odpowiedź”.
- „Dzisiaj tego nie zdążymy zrobić. Wrócimy do tego na następnej lekcji”.
To również jest profesjonalizm. Nie musimy być dostępni i gotowi na wszystko przez cały czas.
Co jest moje, a co nie jest moje?
Jest jeszcze jedno proste ćwiczenie, które może być pomocne po trudnej sytuacji. Weź kartkę i zapisz trzy rzeczy:
- FAKTY – Co konkretnie się wydarzyło?
- MOJA ODPOWIEDZIALNOŚĆ – Co rzeczywiście było po mojej stronie?
- RESZTA – Co należało do innych osób, ich decyzji, emocji albo okoliczności?
Na przykład rodzic powiedział coś nieprzyjemnego. Faktem jest to, co powiedział. Moja odpowiedzialność to sposób, w jaki odpowiedziałam, oraz to, czy przekazałam potrzebne informacje. Ale to, czy rodzic był zdenerwowany, jakie miał wcześniej doświadczenia i jak ostatecznie oceni całą sytuację nie musi już być moje.
Nie każda emocja drugiej osoby jest informacją o mnie. I nie każda krytyka oznacza, że zrobiłam coś źle.
„Wystarczająco dobrze” też jest dobrze
Kontrola często idzie w parze z potrzebą, żeby wszystko było zrobione naprawdę dobrze. Lekcja musi być ciekawa. Materiały dopracowane. Prezentacja estetyczna. Sprawdzian dobrze skonstruowany. Każdy uczeń powinien być zaopiekowany. Tylko że nie każda rzecz w pracy nauczyciela wymaga najwyższego poziomu zaangażowania. Czasem dobra lekcja to po prostu dobra lekcja. Czasem można skorzystać z materiałów, które już się sprawdziły. Czasem można zrobić coś prościej. Czasem można powiedzieć: „Dzisiaj tego nie zdążymy zrobić. Wrócimy do tego jutro”. To nie oznacza, że przestajemy się starać. Oznacza, że umiemy dobrać poziom wysiłku do sytuacji. Szkoła jest miejscem, w którym zawsze coś się wydarzy. Możemy mieć najlepszy plan dnia, a rzeczywistość i tak go trochę zmieni. Możemy przygotować świetną lekcję, a uczniowie pójdą w zupełnie inną stronę. Możemy zaplanować spokojne popołudnie, a telefon ze szkoły zmieni nasze plany. I to nie oznacza, że źle organizujemy swoją pracę.
Po prostu szkoła jest pełna ludzi. A tam, gdzie są ludzie, zawsze jest miejsce na nieprzewidziane sytuacje. Dlatego zamiast pytać: „Jak zrobić tak, żeby wszystko było pod kontrolą?” warto czasem zapytać: „Jak mogę być dobrze przygotowana, a jednocześnie zostawić sobie przestrzeń na to, czego nie przewidziałam?”
Na koniec tygodnia
Zatrzymaj się na kilka minut i odpowiedz sobie na cztery pytania:
- Co w tym tygodniu próbowałam kontrolować, choć tak naprawdę nie miałam na to wpływu?
- Na co mam wpływ i co mogę w tej sprawie zrobić?
- Co mogę zrobić prościej albo wystarczająco dobrze?
- Co mogę zostawić w szkole, zamiast zabierać ze sobą do domu?
I może najważniejsze: Czy naprawdę muszę wszystko ogarnąć sama/sam?
Dobry nauczyciel nie musi być człowiekiem, który zawsze wszystko przewidzi. Nie musi mieć odpowiedzi na każde pytanie. Nie musi prowadzić każdej lekcji perfekcyjnie. Nie musi mieć kontroli nad wszystkim, co wydarzy się w szkole. Może być po prostu nauczycielem, który jest przygotowany, uważny i zaangażowany i który wie, że czasem trzeba odpuścić kontrolę, żeby zachować energię na to, co naprawdę ważne.
Bo szkoła nie potrzebuje od nauczyciela perfekcji. Potrzebuje jego obecności.

